"Przedmowa: Albo ku sukcesowi, albo ku zniszczeniu"

W ciągu ostatnich kilku miesięcy doświadczyłem bólu, którym obdarzyło mnie życie, zmagając się z nim zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Życie przypomina wagę, na której jednej szali spoczywa „rzeczywistość”, a na drugiej „serce”. Dla mnie szala „rzeczywistości” staje się coraz cięższa, co prowadzi do zachwiania równowagi, a to z kolei rodzi ból.

Człowiek zawsze zapomina, po co w ogóle wyruszył w drogę, ponieważ wędruje zbyt długo i po prostu zatraca się w mijanych po drodze krajobrazach.

Tak też stało się w moim przypadku; równocześnie z bólem nadeszło ogromne poczucie zagubienia.

Od czasu wydania mojej ostatniej książki próbowałem odnaleźć swoją drogę i przypomnieć sobie powód, dla którego w ogóle na nią wkroczyłem.

Było to pięć czy sześć lat temu, kiedy miałem już za sobą całkiem spory staż czytania nowel.

„Mglista Podróż” była pierwsza, potem nadeszło „Bluźnierstwo”, „Egzorcysta”, „Szalony Bóg”, „Władca Bestii Cai”, „Krew Bestii”, „Shushan”, „Jedyny Nieśmiertelny” i tak dalej.

Przeczytałem mnóstwo powieści, lecz w moim sercu nawarstwiała się z czasem rosnąca frustracja. Powodem było to, że większość głównych bohaterów, z którymi się zetknąłem, zawsze miała niebywałe szczęście, a przy tym byli jaśniejącymi wzorami wszelkich cnót. Większość złoczyńców była zaś głupia, szalona i odrażająca — przypominali jedynie papierowe tygrysy, które obracały się w pył, gdy tylko stawały twarzą w twarz z protagonistą.

Pomyślałem więc, że chciałbym w końcu zobaczyć prawdziwego złoczyńcę.

Złoczyńcę, który jest bezwzględny, samotny i mroczny; stanowczy i nigdy nie okazujący słabości w obliczu własnych przekonań. Który nigdy nie ukrywa swojej mrocznej natury i nie ubiera maski fałszywej dobroci.

Już na pierwszy rzut oka jego postać przesiąknięta jest czystym złem, emanując demoniczną i morderczą aurą. Jego największą rozkoszą jest deptanie zasad i niszczenie prawości uznanych sekt.

Sam jeden staje się wrogiem całego świata, siejąc przerażenie pośród wszystkich żyjących istot. Jest wielkim mistrzem demonicznej ścieżki — czasem aroganckim i apodyktycznym, czasem złowieszczym i przebiegłym, a kiedy indziej po prostu lodowato zimnym i bezlitosnym.

To okrutny człowiek, być może wręcz opętany swą obsesją, a w ogólnym rozrachunku — osoba do cna zepsuta.

Więc jak go nazwać... Super Król Demonów? Stary Demon Czarnej Góry? Starodawny Przodek w Zielonej Szacie?

Nie, nie, nie.

Gdy o tym pomyślałem, dlaczego by nie nazwać go po prostu „Prawdziwym Człowiekiem” (Zhen Ren)?

Tak się złożyło, że akurat wtedy musiałem założyć konto, i tak oto narodził się ten pseudonim.

W niektórych historiach często spotyka się schemat: Wielki Złoczyńca bezlitośnie katuje głównego bohatera, ale brakuje mu ledwie ułamka sił do zadania ostatecznego ciosu. Wtedy antagonista zaczyna wygłaszać aroganckie majaki, a protagonista w sekrecie gromadzi siły na ostatni zryw, ostatecznie odwracając sytuację i odnosząc wielkie zwycięstwo.

Gdyby to złoczyńca znalazł się na miejscu pokonanego, wyglądałoby to następująco: często, po wybuchu furii głównego bohatera, złoczyńca zostaje powalony i pada na ziemię. W obliczu opadającego miecza nagle krzyczy i przysięga, że zawróci ze ścieżki zła. Protagonista waha się w swej naiwnej „dobroci”, a czarny charakter niedługo później na próżno próbuje zaatakować z zaskoczenia. Wtedy główny bohater, „przejrzawszy wszystko ze świetlistą jasnością”, obezwładnia antagonistę na ziemi, hartuje swoje serce, wykrzykując z gniewem:

— Podły, bezwstydny i obrzydliwy! — po czym ostatecznie go zabija.

Są też złoczyńcy, którym prawie nigdy nie udaje się pojmać i wykorzystać przyjaciół czy rodziny protagonisty jako zakładników. Nawet gdy mają ogromną przewagę, i tak jakimś cudem ponoszą porażkę z rąk bohatera z powodu przeróżnych interwencji losu.

Wydaje mi się, że już sześć lat temu, kiedy tworzyłem pseudonim „Gu Zhen Ren”, w moim sercu zakorzeniło się pragnienie, by stać się świadkiem poczynań złoczyńcy z prawdziwego zdarzenia. Mężczyzny, który żyje według własnych zasad, którego świat nie jest w stanie znieść, który jest bezwzględny i nie dba o to, by komukolwiek musieć się tłumaczyć. Stanowczego człowieka, który nigdy się nie zakochuje i nie staje się miękki na widok pięknej kobiety.

Jego potężne imię budzi respekt na wszystkich czterech morzach i sprawia, że ludzie nie przestają o nim szeptać z lękiem.

Ci, którzy go rozumieli, podziwiali go, szanowali i darzyli uwielbieniem. Ci zaś, którzy go nienawidzili, zgrzytali zębami, uciekając się do wszelkich możliwych środków, by go zniszczyć — co ostatecznie czyniło go tylko coraz potężniejszym.

Kroczy własną drogą, otulony samotnością, a jego zimne oczy dostrzegają na wskroś każdą hipokryzję.

Na krytykę i odrzucenie odpowiada drwiną i pogardą. Gardzi fałszywymi pochwałami i pustymi pochlebstwami.

Znosi samotność, a nawet czerpie z niej mroczną przyjemność.

Podąża wyłącznie ku sukcesowi, albo zmierza ku własnej zgubie.

Jest wojownikiem kroczącym w mroku podczas swej samotnej pielgrzymki, przedzierającym się przez ciernie i zarośla. Nic nie jest w stanie go zatrzymać, bez względu na wszystko. Jeśli na jego drodze stanie Bóg, zabije Boga! Jeśli stanie Budda, zabije Buddę!

To marzenie na zawsze pozostało w głębi mojego serca. Przez lata pracy twórczej zdarzały się momenty, gdy rozważałem przelanie go na papier, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło.

Wahałem się, ponieważ nie wierzyłem, że zdołam opisać go w sposób, na jaki zasługiwał.

Przez te lata wiele przeżyłem i w porównaniu z czasami moich literackich początków zaszło we mnie mnóstwo zmian.

Na przeszłość nie patrzy się z łatwością, toteż to dawne marzenie skryło się w pyle czasu, stopniowo ulegając zapomnieniu. Nawet gdy od czasu do czasu powracało w moich myślach, wciąż czułem, że nie jestem gotowy na spisanie tak porywającej historii.

Jednak w ostatnich dniach odłożyłem wszystkie swoje sprawy na bok i patrząc wstecz, nagle zrozumiałem jedno: życie to nie przygotowywanie starannie wyliczonego przepisu kulinarnego. Gotując, często masz wszystkie składniki zawczasu ułożone na stole — olej, sól, sos i ocet — i dopiero wtedy rozpalasz ogień.

Życie nie daje nam takiego komfortu. A nawet jeśli wydaje się, że wszystko jest już "gotowe", czy zawsze nie będzie brakowało choćby sprzyjającego powiewu wiatru?

Życie pędzi w nieustannym pośpiechu, a większość rzeczy spada na nas nagle, bez absolutnie żadnego ostrzeżenia.

Los jest nieprzewidywalny i nikt nie potrafi odgadnąć, co przyniesie jutro.

Podjąłem więc decyzję. Po prostu napiszę tę książkę w cieniu zwiastowanego przez wielu nieuchronnego końca świata w 2012 roku.

Powieść będzie nosić tytuł "Gu Zhen Ren". (znane szerzej jako Reverend Insanity)

Nie dałoby się wymyślić dla niej bardziej trafnego tytułu.

To owoc ziarna, które zostało przeze mnie zasiane sześć lat temu.

Fakt, że powieść nosi tytuł mojego pseudonimu, nie ma żadnego ukrytego dna. Nie robię tego z arogancji czy narcyzmu, lecz wyłącznie po to, by przypieczętować spełnienie mojego dawnego marzenia.

Chcę urzeczywistnić wizję, którą miałem na samym początku; pragnę odzyskać to, co kiedyś napędzało mnie do działania.

Dlatego ta książka będzie drastycznie różnić się od innych, a jej styl mocno odbiegnie od moich poprzednich dzieł.

Głównym bohaterem jest tu złoczyńca. Superzłoczyńca, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel! Z kolei większość jego przeciwników stanowić będą wielcy, wybitni młodzi wojownicy lub autorytety z szanowanych, ortodoksyjnych sekt.

Pojawi się tu następujący motyw: protagonista pokonuje Wei Guangzhenga, bez mrugnięcia okiem, po prostu niszczy jego wszelkie szanse na odwrócenie sytuacji jednym, bezwzględnym ciosem. Porwie też jego rodzinę oraz przyjaciół i użyje ich, by siłą zmusić go do uległości i odwrotu.

Jego serce nigdy nie zmięknie. Niezależnie od okoliczności, tak długo jak ktoś wykazuje wobec niego wrogość, zostanie zmiażdżony. Nawet jeśli przeciwnik jest potężny, stawi mu czoła; a jeśli wróg okaże się kobietą o zjawiskowej urodzie, po prostu bez wahania ją zabije.

Zgadza się, w tej książce morduje się kobiety. Piękne kobiety. I to w zatrważających ilościach.

Mężczyźni, którym miękną kolana na widok pięknej niewiasty, ci, którzy spoglądają na nie pożądliwym wzrokiem, oczekując romansu czy litości, nie pasują do tej opowieści.

Wiem, że wielu z was poczuje rozczarowanie, ale proszę, zrozumcie jedną rzecz — ci, którzy porzucają swoje zasady na widok ładnej buzi, są jedynie zniewolonymi przez własne żądze demonami tego świata, żałosnymi niewolnikami c*py.

To najczystsze filisterstwo.

Ta książka będzie o szaleństwie złoczyńcy, o jego buncie, bezlitosnej naturze, bezwzględności i megalomanii.

Mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że wywoła ona ogromne kontrowersje. Słowami fanatycznego tłumu z forum Dragonair, określa się to mianem promowania „niewłaściwego światopoglądu”.

Tak, przyznaję – jest to książka o zepsutym, nieodpowiednim światopoglądzie.

Czytanie to wciągające hobby.

Jednak ta książka jest występna, dlatego należy podchodzić do niej z najwyższą ostrożnością.

Ci, którzy mimo to chcą spróbować, mogą się w nią zagłębić.

Jeśli jednak nie macie ochoty jej czytać, jeśli budzi ona wasz niesmak, jeśli macie wrażenie, że zniszczyła wasze spojrzenie na życie, wartości i ludzką moralność — gratuluję!

Książki powinny sprawiać przyjemność. Jeśli ta wam jej nie daje, natychmiast przerwijcie lekturę i sięgnijcie po inną. Istnieje wiele świetnych pozycji dla początkujących, które chętnie wam polecę z biegiem pisania.

Powyższe słowa stanowią zarówno przedmowę do tej powieści, jak i moją twardą deklarację.

---

* "Wei Guangzheng" – co oznacza "wielki, chwalebny i prawy", czyli archetyp typowego, kryształowego Głównego Bohatera.

* Dragonair – to kultowe w Chinach forum dla autorów i krytyków powieści internetowych (web-nowel). To właśnie tam książki te były ostro krytykowane za promowanie „niewłaściwych wartości."