"Las bambusowy w świetle księżyca"
Jakieś trzysta lat temu w klanie Gu Yue pojawił się niezwykły geniusz. Posiadał ogromny talent i już w młodym wieku zdołał kultywować aż do poziomu Mistrza Gu piątej rangi, mając nawet szansę pójść jeszcze dalej. Był sławny na całej Górze Qing Mao, miał przed sobą świetlaną przyszłość i w oczach klanu stanowił szczyt nadziei oraz odpowiedzialności.
W historii klanu Gu Yue wszyscy najczęściej mówili właśnie o nim — o czwartym naczelniku klanu.
Niestety, poświęcił się, broniąc swego ludu, i stoczył walkę z równie potężnym Mistrzem Gu piątej rangi, demonicznym mnichem Kwiatowego Wina. Choć po zaciekłej bitwie pokonał mnicha Kwiatowego Wina, pozwolił demonowi paść na kolana i błagać o litość.
W końcu okazał się zbyt nieostrożny i padł ofiarą zdradzieckiego ataku mnicha Kwiatowego Wina z zaskoczenia. Czwarty naczelnik, ogarnięty gniewem, stracił mnicha Kwiatowego Wina, lecz z powodu własnych ciężkich ran zmarł przedwczesną śmiercią.
Ta tragiczna historia krążyła od dawna aż do dziś, stając się popularną opowieścią w klanie Gu Yue. Fang Yuan wiedział jednak, że tej historii nie należało bezkrytycznie ufać, gdyż kryła w sobie bardzo poważną lukę.
W jego poprzednim życiu, miesiąc od teraz, pewien pijany Mistrz Gu, odrzucony przez swoją ukochaną, leżał gdzieś poza wioską, pijany jak bela. W końcu, z powodu unoszącego się dokoła zapachu wina, przyciągnął Robaka Alkoholowego.
Mistrz Gu ścigał Robaka Alkoholowego i odnalazł szczątki mnicha Kwiatowego Wina w tajemnej podziemnej jaskini, odkrywając również spuściznę mnicha Kwiatowego Wina. Ten Mistrz Gu szybko pospieszył z powrotem do klanu i doniósł o tej sprawie, wywołując wielkie poruszenie.
Gdy burza stopniowo ucichła, odniósł też z tego korzyść — zdobył Robaka Alkoholowego, jego kultywacja wzrosła, dziewczyna, która niegdyś go porzuciła, wróciła do jego boku, a on sam stał się przez pewien czas tematem rozmów w całej wiosce.
Gdy opowieści przekazywane są z pokolenia na pokolenie, naturalną rzeczą jest, iż zmieniają się po drodze. Lecz w pamięci Fang Yuana historia Mistrza Gu odkrywającego skarb wydawała się dość autentyczna, mimo to czuł, że kryje ona w sobie inne prawdy.
„Na początku tego nie dostrzegałem, lecz w ciągu tych kilku dni, gdy szukałem i analizowałem to na boku, czuję, że coś tu nie gra." Noc zapadała coraz głębiej, a Fang Yuan, przemierzając bambusowy las rosnący wokół wioski, przeglądał w myślach dotychczas zebrane poszlaki.
„Gdybym postawił się na jego miejscu i się nad tym zastanowił — po odkryciu skarbu mnicha Kwiatowego Wina, czemu miałbym nie zabrać całego skarbu dla siebie, lecz zamiast tego pójść i zawiadomić klan? Pomijając już poczucie honoru wobec klanu, każdy nosi w sercu chciwość. Co takiego mogłoby sprawić, że ów Mistrz Gu zdradziłby chciwość własnego serca, posuwając się nawet do tego, by porzucić wszelkie korzyści i profity, i zgłosić to odkrycie kierownictwu klanu?"
Prawda zawsze kryje się w mgle historii. Fang Yuan wytężał umysł, lecz nie potrafił dojść do żadnego wniosku. W końcu poszlaki, jakie posiadał, były zbyt nieliczne. Jedyne dwie wskazówki, jakie miał, mogły równie łatwo okazać się prawdziwe, co fałszywe, nie mógł więc na nich w pełni polegać.
Fang Yuan nie mógł powstrzymać się od myśli o sobie samym. „Bez względu na wszystko, po zakupieniu tego dzbana zielonego bambusowego wina zostały mi już tylko dwa Pierwotne Kamienie. Jeśli nie odnajdę skarbu, znajdę się w poważnych tarapatach. Dzisiejszą noc uznam więc za ostatni zakład — albo wszystko, albo nic!"
Mimo to od samego początku nie miał wystarczająco Pierwotnych Kamieni, by wyrafinować robaka Gu. Czemu więc nie zainwestować ich w to wino i nie zwiększyć szans na sukces?
W przypadku innych ludzi większość prawdopodobnie zagrałaby ostrożnie i oszczędzała Pierwotne Kamienie. Lecz w przypadku Fang Yuana efektywność takiego postępowania była zbyt niska. Wolał zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę.
Widzicie, ludzie z frakcji demonicznej uwielbiają podejmować ryzyko.
Teraz noc gęstniała, a wiosenny księżyc miał kształt łuku. Chmury przesłaniały światło księżyca, jakby okrywając sierp cienką warstwą pajęczyny.
Ponieważ deszcz padał nieprzerwanie przez trzy dni i trzy noce, mętna energia między górami została doszczętnie zmyta, pozostawiając po sobie jedynie najczystszą świeżość. To świeże powietrze było czyste niczym kartka białego papieru, i skuteczniej roznosiło aromat wina po okolicy. Był to pierwszy powód, dla którego Fang Yuan czuł się dziś w nocy pełen pewności.
Poprzednie siedem dni poszukiwań nie poszło na marne. Przynajmniej udowodniło, że mnich Kwiatowego Wina nie zginął w tamtych miejscach. Był to drugi powód pewności Fang Yuana.
W bambusowym lesie trawa była bujna, białe kwiaty niezliczone, a zielony bambus włóczniowy prosty jak ołówek — las przypominał kępę jadeitowych prętów.
Fang Yuan otworzył pieczęć dzbana, uwalniając natychmiast gęsty aromat wina. Zielone bambusowe wino można by uznać za najlepszy trunek Wioski Gu Yue. Był to trzeci powód pewności Fang Yuana tej nocy.
„Skoro te trzy wielkie powody zebrały się razem, jeśli mam dziś odnieść sukces, musi się to stać właśnie tej nocy!" Fang Yuan cieszył się w duchu, powoli przechylając dzban wina, wylewając cienki strumień trunku, skapujący na kamień. Gdyby ta banda myśliwych zobaczyła ten widok, prawdopodobnie oszalałaby z rozpaczy. To wino było w końcu warte całe dwa Pierwotne Kamienie…
Lecz Fang Yuan pozostawał obojętny.
Aromatyczny zapach szybko rozprzestrzenił się w noc. Wiatr był delikatny, a słaby aromat unosił się, przenikając bambusowy las. Fang Yuan stał w miejscu, wąchając ten zapach. Czekał przez chwilę, lecz nie dostrzegł żadnego ruchu.
Wszystko, co słyszał, to płacz słowika gdzieś w pobliżu, jego dźwięk przypominający sznur dzwoneczków. Jego spojrzenie pozostawało ciche. Nie czuł zaskoczenia i przesunął się dalej, idąc do miejsca oddalonego o kilkaset metrów.
W tym miejscu uczynił to samo, wylewając kilka kropel wina i czekając na miejscu.
Powtarzał to raz za razem, przesuwając się do kilku innych, różnych miejsc, skrapiając ziemię winem po kilka razy. W końcu w dzbanie zielonego bambusowego wina zostało już zaledwie odrobina trunku.
„To już ostatni raz" — westchnął Fang Yuan. Przechylił dzban do góry dnem, ku niebu. Cała pozostała reszta wina wypłynęła z niego. Wino skropiło trawę, sprawiając, że zielone źdźbła zakołysały się. Dzikie kwiaty zabarwiły się winem, lekko pochylając głowy.
Fang Yuan stał z ostatnim strzępkiem nadziei w piersi i rozglądał się dookoła.
Noc była już bardzo głęboka. Gęsta chmura przesłoniła światło księżyca. Mroczne cienie niczym kurtyna okrywały bambusowy zagajnik. Wokół panowała śmiertelna cisza, każde źdźbło zielonego bambusu włóczniowego stało samotnie, pozostawiając w źrenicach Fang Yuana ślad prostych, pionowych linii.
Stał cicho w miejscu, słuchając własnego, wyraźnego oddechu. Wtedy poczuł, jak niewielka nadzieja, którą niósł w piersi, powoli się rozwiewa, obracając się w nicość.
„W końcu poniosłem porażkę." W jego sercu rozległ się szept: „Dzisiaj zebrały się razem trzy wielkie przewagi, a mimo to poniosłem klęskę, nie widząc nawet cienia Robaka Alkoholowego. Oznacza to, że w przyszłości szanse na sukces będą jeszcze niższe. W tej chwili zostały mi zaledwie dwa Pierwotne Kamienie, a wciąż muszę wyrafinować Gu Księżycowe. Nie mogę już dalej ryzykować."
Efekt podejmowania ryzyka był często niezadowalający. Lecz gdy wynik okazywał się idealny, zysk bywał imponujący. Fang Yuan lubił podejmować ryzyko, lecz nie był hazardzistą uzależnionym od gry, ani też kimś, kto uparcie próbowałby odzyskać to, co stracił. Miał własne granice, doskonale znał swoje możliwości.
Teraz właśnie pięćset lat doświadczenia życiowego podpowiadało mu, że nadszedł czas, by przestać.
Czasem życie właśnie takie jest. Często bywa tak, że istnieje ten jeden cel, który wydaje się tak doskonały, pełen pokusy. Zdaje się tak bliski, a przecież pełen tylu zawirowań, że cel ten pozostaje wiecznie nieosiągnięty. To sprawia, że człowiek staje się niespokojny, myśląc o nim dniami i nocami.
„Taka jest bezsilność życia, lecz to również jego urok" — Fang Yuan zaśmiał się gorzko, odwracając się, by odejść.
W tym właśnie momencie.
Powiał podmuch wiatru, niczym delikatne ramię, lekko rozgarniając chmury na nocnym niebie. Chmury odpłynęły, odsłaniając ukryty księżyc. Sierp księżyca zawieszony na niebie przypominał białą jadeitową lampę, zalewając ziemię blaskiem czystym jak woda. Światło księżyca rozlało się po bambusowym lesie, spłynęło na górskie skały, obmywając rzeki i strumienie w górach, spadając na ciało Fang Yuana.
Fang Yuan odziany był w prostą odzież; pod delikatnym dotykiem światła księżyca jego młoda twarz stała się jaśniejsza. Mrok zdawał się rozpływać w mgnieniu oka, a jego miejsce zajęło pole ośnieżonych kwiatów szronu. Jakby zarażony blaskiem księżyca, słowik zaczął śpiewać na nowo, lecz tym razem nie był to już jeden głos, a wiele. Rozproszone po bambusowym zagajniku, wszystkie odpowiadały sobie ćwierkaniem.
Zarazem pewien gatunek owada zamieszkującego ogromne góry — świerszcze Smoczej Pigułki, aktywne pod światłem księżyca — zaczęły wyśpiewywać szeleszczącą pieśń życia. Były to stworzenia wychodzące jedynie nocą. Ich ciała emitowały słaby, czerwony blask; w tej właśnie chwili wyskoczyły całymi gromadami, każde ich ciało błyskając blaskiem czerwonego agatu.
Na pierwszy rzut oka Fang Yuanowi wydawało się, że te świerszcze Smoczej Pigułki przypominają tryskające strugi szkarłatnej wody, skaczące i lądujące na zielonej trawie oraz dzikich kwiatach, harcujące pod światłem księżyca w bambusowym zagajniku.
Bambusowy las przypominał świadomy staw — pod blaskiem księżyca zielono-jadeitowe barwy bambusa włóczniowego migotały w blasku światła i gładkiego jadeitu. Ten czarujący widok gęstych drzew i jasnych kwiatów wiosny — Matka Natura ukazywała w tej chwili Fang Yuanowi swoje niezmierzone piękno.
Fang Yuan mimowolnie zatrzymał się w miejscu, czując, jakby znalazł się w niebiańskiej krainie. Miał już zamiar odejść, lecz w tym momencie podświadomie rozejrzał się wokół.
Kępa dzikich kwiatów i trawy, na które wylał ostatnie krople wina, drżała delikatnie na wietrze, pozostając pusta. Fang Yuan zaśmiał się sam z siebie i odwrócił wzrok.
Nieoczekiwanie, w trakcie odwracania się, dostrzegł kropelkę bieli, przypominającą śnieg.
Ta kropelka śniegu przylgnęła do łodygi bambusa włóczniowego niedaleko stąd. Pod światłem księżyca wyglądała jak zawieszona, okrągła perła.
Źrenice Fang Yuana rozszerzyły się gwałtownie, jego ciało zadrżało lekko. Serce zamarło mu na moment, po czym zaczęło bić coraz szybciej z każdą sekundą.
To był Robak Alkoholowy!