"Powrót w czasie z pięćsetletnią wiedzą"

Legenda głosi, że w tym świecie istnieje rzeka czasu. To ona podtrzymuje bieg i krążenie czasu w całym świecie. Dzięki mocy Cykady Wiosny i Jesieni można podążyć w górę tego nurtu i powrócić w przeszłość.

Wokół tej mitycznej opowieści krąży wiele sprzecznych opinii. Wielu w nią nie wierzy, inni zaś podchodzą do niej z powątpiewaniem.

Niewielu jednak odważa się w nią uwierzyć naprawdę.

Ponieważ za każdym razem, gdy ktoś posługuje się Cykadą Wiosny i Jesieni, musi zapłacić za to własnym życiem, oddając całe swoje ciało oraz kultywację jako siłę napędową mocy tego stworzenia.

Taka cena jest po prostu zbyt wysoka, a tym, czego ludzie nie potrafią zaakceptować, jest fakt, że po zapłaceniu życiem wciąż nie wiadomo, jaki będzie efekt.

Dlatego nawet ci, którzy posiadają Cykadę Wiosny i Jesieni, nie odważyliby się użyć jej tak bezmyślnie. A jeśli te opowieści okazałyby się fałszywe, jedynie oszustwem?

Gdyby Fang Yuan nie został osaczony w tak beznadziejnym położeniu, sam również nie użyłby jej z taką pochopnością. Teraz jednak Fang Yuan był całkowicie przekonany. Ponieważ prawda tej rzeczywistości legła przed jego oczami i nie sposób jej było zaprzeczyć. Naprawdę się odrodził!

„Szkoda tylko… Od samego początku włożyłem w to absurdalną ilość wysiłku, wymordowałem setki tysięcy ludzi, rozgniewałem nawet niebiosa i wzbudziłem pragnienie zemsty w sercach ludzi, przeszedłem przez cierpienie i niezliczone trudy, by w końcu zdobyć i wyrafinować to znakomite Gu…" — pomyślał Fang Yuan z westchnieniem. Choć się odrodził, Cykada Wiosny i Jesieni nie odrodziła się razem z nim.

Człowiek jest najwspanialszym spośród tysiąca istnień, Gu zaś stanowią esencję nieba i ziemi.

Gu przybierają tysiące kształtów i rozmiarów, dziwnych i tajemniczych odmian — zbyt wiele, by je zliczyć. Niektóre Gu, użyte raz, dwa lub trzy razy, rozpraszają się doszczętnie i znikają na zawsze. Inne zaś można wykorzystywać wielokrotnie, dopóki nie przekroczy się ich granic.

To rzec by można, że Cykada Wiosny i Jesieni najprawdopodobniej należała właśnie do tych, które można użyć tylko raz, po czym znikają bezpowrotnie.

„Ale nawet jeśli jej już nie ma, mogę wyrafinować kolejną. Uczyniłem to w poprzednim życiu, więc czemu miałbym nie zdołać tego w tym?" Odsunąwszy na bok myśli o żalu, w sercu Fang Yuana rozgorzały ambicja i determinacja.

Sama możliwość odrodzenia sprawiała, że utrata Cykady Wiosny i Jesieni stawała się w pełni do przyjęcia.

Nie wspominając już, że miał przy sobie coś znacznie cenniejszego — nie stracił więc zupełnie wszystkiego.

Tym bezcennym skarbem były jego wspomnienia i doświadczenia zebrane przez pięćset lat życia.

W jego pamięci kryła się niezliczona ilość rozmaitych skarbów i cennych przedmiotów, których w tej epoce nikt jeszcze nie odkrył. Wszystkie wielkie wydarzenia i zdarzenia mógł z łatwością uchwycić, znając bieg historii niczym własne żyły. Niezliczeni byli też ludzie: niektórzy stanowili ukrytych mistrzów o niedostrzerzonym poziomie, inni byli geniuszami, jeszcze inni nawet się jeszcze nie narodzili. Pięćset lat życia to również wspomnienia mozolnej kultywacji i bogatego doświadczenia bojowego.

Dzięki tym wszystkim wspomnieniom i doświadczeniom bez wątpienia posiadł zrozumienie ogólnej sytuacji oraz nadchodzących sposobności. Przy odpowiednim planowaniu i realizacji mógł kształtować bieg wydarzeń z wielką bezwzględnością i elegancją zarazem. Wyprzedzenie innych o krok, przełamanie wyższych granic — teraz nie stanowiło to już żadnego problemu!

„A więc jak mam się do tego zabrać, hmm…" Fang Yuan zachował niezwykłą trzeźwość umysłu. Zebrał myśli i stanął twarzą w twarz z nocnym deszczem za oknem, rozważając to w skupieniu. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej sprawa wydawała się skomplikowana. Po chwili namysłu jego brwi zmarszczyły się jeszcze mocniej.

Pięćset lat to naprawdę długi okres. Nie wspominając już o tych rozmytych, dawno zatartych wspomnieniach, których nie sposób było przywołać — nawet zapamiętane miejsca ukrycia skarbów czy szczególne spotkania z ludźmi były rozliczne, lecz głównym problemem pozostawał fakt, że owe miejsca rozrzucone były na wielkich odległościach i dostęp do nich, czy też wizytę, należało odbyć w ściśle określonych porach.

„Najważniejsza jest teraz kultywacja. Ten, kim teraz jestem, nie przebudził jeszcze swojej apertury, nie postawił nawet pierwszego kroku na ścieżce Mistrza Gu. Jestem zaledwie zwykłym śmiertelnikiem! Muszę czym prędzej rozpocząć kultywację, dogonić historię i uchwycić nadarzające się okazje z jak najlepszej pozycji."

Nie wolno też zapominać, że wiele z tych ukrytych skarbów było bezużytecznych bez odpowiednich fundamentów. Bez nich wyprawa po nie byłaby raczej wejściem prosto do wilczego legowiska, w poszukiwaniu własnej śmierci.

Problemem, przed którym stał teraz Fang Yuan, była właśnie kultywacja.

Musiał podnieść poziom swojego fundamentu tak szybko, jak to tylko możliwe. Gdyby postępował powoli, jak w poprzednim życiu, po prostu spóźniłby się na wszystko.

„Aby kultywować możliwie najszybciej, będę musiał skorzystać z zasobów klanu. W stanie, w jakim teraz jestem, nie mam ani siły, ani zdolności, by samodzielnie przemierzać te niebezpieczne góry tam i z powrotem. Nawet zwykły dzik górski mógłby odebrać mi życie. Gdybym zdołał osiągnąć poziom Mistrza Gu trzeciego rangu, miałbym już środki, by się obronić i opuścić tę górę."

W oczach pięćsetletniego człowieka, wykształconego na demonicznej ścieżce, Góra Qing Mao wydawała się po prostu zbyt mała, a Wioska Gu Yue przypominała wręcz klatkę.

Lecz choć klatka ograniczała wolność, jej mocne pręty dawały też pewien rodzaj bezpieczeństwa.

„Cóż, przez ten krótki czas zostanę więc w tej klatce. Dopóki tylko zdołam osiągnąć poziom Mistrza Gu trzeciego rangu, będę mógł opuścić tę nędzną górę. Na szczęście jutro odbędzie się Ceremonia Przebudzenia, wkrótce po niej zacznę więc trening jako Mistrz Gu."

Na myśl o Ceremonii Przebudzenia dawno pogrzebane w jego sercu wspomnienia wypłynęły znów na powierzchnię.

„Talent, hę…" — zaśmiał się szyderczo, wpatrując się w okno.

W tym momencie drzwi jego pokoju uchyliły się lekko i wszedł młody chłopak.

— Starszy bracie, czemu stoisz przy oknie w deszczu?

Chłopak był chudy, nieco niższy od Fang Yuana. Jego twarz przypominała rysy Fang Yuana bardzo mocno. Gdy Fang Yuan odwrócił głowę, by spojrzeć na młodzieńca, na jego twarzy zamigotał skomplikowany wyraz.

— A, to ty, mój bliźniaczy młodszy braciszku. — Uniósł brwi, a jego wyraz twarzy powrócił do zimnej obojętności. Fang Zheng opuścił głowę i spojrzał na własne stopy — to była jego charakterystyczna postawa.

— Zobaczyłem, że okno starszego brata nie jest domknięte, więc pomyślałem, że wejdę i je zamknę. Jutro Ceremonia Przebudzenia, jest już tak późno, a starszy brat wciąż nie poszedł spać. Gdyby stryj i ciotka się o tym dowiedzieli, na pewno by się zamartwiali.

Fang Zhenga nie zdziwiła chłodność starszego brata. Odkąd sięgał pamięcią, jego starszy brat zawsze taki był. Czasem zastanawiał się, czy może geniusze po prostu tacy właśnie są — inni niż zwykli ludzie. Choć miał taką samą twarz jak jego starszy brat, sam czuł się zwyczajny niczym mrówka.

Urodzili się z tego samego łona, w tym samym czasie — dlaczego więc niebiosa okazały się tak niesprawiedliwe? Jego starszy brat obdarzony został lśniącym talentem, on sam zaś pozostawał zwyczajny jak kamień.

Wszyscy dookoła, gdy o nim wspominali, mówili jedynie: „to młodszy brat Fang Yuana". Stryj i ciotka nieustannie powtarzali mu, by brał przykład ze starszego brata. Nawet gdy czasem spoglądał w lustro, czuł odrazę na widok własnej twarzy!

Te myśli trwały w nim od wielu lat, gromadząc się dzień w dzień coraz głębiej w jego sercu. Niczym ogromny głaz przytłaczający pierś, w ostatnich latach głowa Fang Zhenga pochylała się coraz niżej, a sam chłopak stawał się coraz cichszy.

„Zamartwialiby się…" Na myśl o stryju i ciotce Fang Yuan roześmiał się w duchu bezgłośnie. Wciąż pamiętał wyraźnie, jak jego rodzice z tego świata stracili życie podczas jednej z misji klanu. Miał wtedy zaledwie trzy lata, gdy on i jego młodszy brat stali się sierotami.

Pod pretekstem wychowania stryj i ciotka przywłaszczyli sobie spadek pozostawiony przez jego rodziców, jednocześnie traktując jego i młodszego brata z surowością graniczącą z okrucieństwem.

Pierwotnie planował po prostu pozostać zwyczajnym człowiekiem, zamierzał nawet ukrywać swoje zdolności i czekać na dogodną chwilę. Życie okazało się jednak trudne, więc Fang Yuan nie miał innego wyjścia, jak tylko ujawnić część swego talentu.

Ów rzekomy talent był niczym innym jak dojrzałą, inteligentną duszą, niosącą w sobie garść popularnych na Ziemi starożytnych wierszy.

Dzięki temu zdołał zaskoczyć otoczenie i przyciągnąć uwagę. Pod naciskiem świata zewnętrznego młody Fang Yuan postanowił przybrać chłodny, obojętny wyraz twarzy, by się chronić i zmniejszyć ryzyko zdradzenia jakichkolwiek sekretów. Z czasem ta chłodność stała się nawykiem, który wyrażał już niemal odruchowo.

Dzięki temu stryj i ciotka przestali być wobec niego i jego młodszego brata tak surowi. Z biegiem lat, gdy dorastali, przyszłość rysowała się coraz bardziej optymistycznie, a traktowanie stawało się coraz lepsze. Nie było to jednak uczucie miłości, lecz swego rodzaju inwestycja.

Zabawne, że jego młodszy brat nigdy nie dostrzegł tej prawdy — nie tylko dał się oszukać stryjowi i ciotce, lecz również zaczął gromadzić w sobie urazę. Choć teraz wyglądał na chłopca dobrodusznego i uczciwego, we wspomnieniach Fang Yuana, gdy tylko odkryto, że jego brat posiada potencjał klasy A, klan włożył cały swój wysiłek w jego wychowanie, dając mu wszystko, co miał najlepsze. Później cała nagromadzona uraza, zazdrość i nienawiść wybuchły na zewnątrz i niejednokrotnie Fang Zheng obierał sobie za cel własnego starszego brata, tłumiąc go i utrudniając mu życie.

Co do jego własnej klasy, posiadał jedynie potencjał klasy C.

Los uwielbiał płatać figle.

Para bliźniaków — starszy posiadał zaledwie potencjał klasy C, lecz przez ponad dekadę uchodził za geniusza. Młodszy zaś, zawsze pomijany i lekceważony, okazał się w rzeczywistości tym o potencjale klasy A.

Wyniki Ceremonii Przebudzenia wstrząsnęły wówczas całym klanem. Traktowanie obu braci od tamtej pory odwróciło się diametralnie.

Młodszy brat wzniósł się niczym smok ku niebiosom; starszy brat runął w dół niczym feniks strącony na ziemię.

Potem nastały liczne trudności i kłopoty sprawiane przez własnego młodszego brata, chłodne spojrzenia stryja i ciotki, pogarda ludzi z klanu.

Czy nienawidził tego wszystkiego?

W poprzednim życiu Fang Yuan nienawidził. Nienawidził własnego braku talentu, nienawidził bezduszności klanu, nienawidził niesprawiedliwości losu. Teraz jednak, mając za sobą pięćset lat doświadczeń i patrząc na tę drogę z ich perspektywy, jego serce pozostawało spokojne, bez śladu nienawiści.

Cóż bowiem można zyskać z urazy?

Patrząc na to z innej strony, potrafił zrozumieć młodszego brata, stryja i ciotkę, a nawet tych wrogów sprzed pięciuset lat, którzy go zaatakowali.

Silni pożerają słabych, przetrwają najlepiej przystosowani — to odwieczne prawa tego świata. Każdy ma własne ambicje, każdy nieustannie walczy, by uchwycić nadarzające się okazje. Pośród całej tej wojny i mordu, cóż właściwie pozostawało do niezrozumienia?

Pięćset lat doświadczeń dawno już pozwoliło mu to wszystko pojąć, wraz z sercem pragnącym osiągnąć nieśmiertelność.

Jeśli ktokolwiek spróbowałby stanąć na drodze tego dążenia, bez względu na to, kim by był, zabije go i będzie żył dalej. Aspiracje płonące w jego sercu były zbyt wielkie — wkroczenie na tę drogę oznaczało uczynienie z całego świata swojego wroga, a to z góry skazywało go na samotność i konieczność zabijania.

Taki był wniosek płynący z pięciuset lat życia.

„Zemsta nie jest moim celem, lecz demoniczna ścieżka nie zna kompromisów." Na tę myśl nie zdołał powstrzymać śmiechu i rzucił swemu młodszemu bratu przelotne, blade spojrzenie.