"Pierwszy Człowiek i trzy Gu, Przebudzenie Nadziei"
W tej samej chwili wokół zapadła cisza. Niezliczone spojrzenia spoczęły na nim.
Robi się coraz ciekawiej — pomyślał Fang Yuan z uśmiechem w duchu. Pod spojrzeniami tłumu przeszedł przez rzekę i dotarł na przeciwległy brzeg.
Poczuł na sobie warstwę nacisku. Napór ten płynął z duchowego źródła, ukrytego głęboko w morzu kwiatów. Duchowe źródło wytwarzało pierwotne qi — a ponieważ qi było tu niezwykle bogate, właśnie ono wywoływało ten nacisk.
Bardzo szybko jednak z kwiatów pod stopami Fang Yuana zaczęły wznosić się drobne światełka. Te punkciki blasku otoczyły całe jego ciało, nim w końcu w nie wniknęły.
To Gu Nadziei — pomyślał Fang Yuan. Prowadzący ceremonię nie wyjaśnił im tego, lecz on wiedział to doskonale. Każda plamka światła to Gu, znane jako Gu Nadziei.
Jedna z najstarszych legend opowiada właśnie o Gu Nadziei. Głosi ona, że gdy świat dopiero powstał, był krainą dzikiego pustkowia. Wśród dzikich bestii stąpających po ziemi pojawił się pierwszy człowiek. Zwano go Ren Zu — żywił się surowym mięsem, pił krew i wiódł żywot pełen trudów.
Szczególnie groźna była pewna grupa dzikich bestii, zwanych Udrękami. Bestie te uwielbiały smak Ren Zu i pragnęły go pożreć.
Ren Zu nie posiadał ciała twardego jak skała górska, nie miał też ostrych kłów ani pazurów drapieżnika. Jakże mógłby stawić czoła Udrękom? Jego źródło pożywienia było niepewne, musiał więc chować się przez cały dzień. Znajdował się na samym dnie łańcucha pokarmowego natury, ledwie zdolny przetrwać.
W tym momencie podeszły do niego trzy Gu i rzekły: — Jeśli oddasz nam swoje życie, pomożemy ci przetrwać te trudności.
Ren Zu nie miał dokąd uciec, zgodził się więc na propozycję owych trzech Gu.
Najpierw oddał swą młodość największemu z trzech Gu. To Gu obdarzyło go w zamian siłą.
Dzięki sile życie Ren Zu zaczęło się zmieniać. Zyskał stałe źródło pożywienia i zdołał się bronić. Walczył odważnie i bezlitośnie, pokonując wiele Udręk. Wkrótce jednak przekonał się boleśnie, że sama siła to nie wszystko. Trzeba ją leczyć i kultywować, nie zaś trwonić bez umiaru. Nie wspominając już, że w starciu z całą hordą Udręk sama jego siła okazywała się zbyt mała.
Ren Zu rozważył gorzko tę lekcję i postanowił oddać swe najlepsze, dojrzałe lata najpiękniejszemu z trzech Gu. I tak drugie Gu obdarzyło go mądrością.
Dzięki mądrości Ren Zu nauczył się myśleć i wyciągać wnioski. Zaczął gromadzić doświadczenie i odkrył, że mądrość niejednokrotnie okazuje się skuteczniejsza niż sama siła. Polegając na mądrości i sile zarazem, zdołał pokonać wszystkie cele, które wcześniej były poza jego zasięgiem, i zabił wiele Udręk. Jadł ich mięso, pił ich krew, przetrwając dzięki swej wytrwałości.
Lecz dobre rzeczy nie trwają wiecznie, a Ren Zu się starzał, i z każdym dniem starzał się coraz bardziej. Oddał bowiem swą młodość i wiek dojrzały, by zachować Gu siły i mądrości. Gdy człowiek się starzeje, jego mięśnie słabną, a umysł spowalnia.
— Człowieku, cóż jeszcze możesz nam ofiarować? Nie zostało ci już nic, co mógłbyś nam dać — rzekły Gu siły i mądrości, gdy to zrozumiały. I opuściły go.
Pozbawiony mądrości i siły, Ren Zu został pewnego razu otoczony przez Udręki. Był już stary, nie mógł uciec, wypadły mu zęby, nie mógł nawet przeżuwać dzikich owoców czy roślin.
Gdy osłabiony padł na ziemię, otoczony przez Udręki, jego serce wypełniła rozpacz. Właśnie wtedy odezwało się do niego trzecie Gu: — Człowieku, przyjmij mnie. Pomogę ci uciec przed Udręką.
Ren Zu odparł ze łzami w oczach: — Gu, nie mam już nic więcej do oddania. Widzisz przecież, Gu siły i mądrości mnie porzuciły. Została mi jedynie moja starość! Choć nie jest ona warta tyle, co moja młodość czy wiek dojrzały, jeśli oddam ci moją starość, moje życie natychmiast dobiegnie końca. Choć teraz otaczają mnie Udręki, nie umrę od razu. Pragnę żyć choć chwilę dłużej, nawet jeśli to tylko jedna sekunda więcej. Powinnaś więc odejść, nie mam ci już nic do zaofiarowania.
Lecz Gu odpowiedziało: — Ze wszystkich trzech ja mam najmniejsze potrzeby. Człowieku, wystarczy, że oddasz mi swoje serce.
— A więc oddam ci moje serce — rzekł Ren Zu. — Lecz Gu, co ty możesz dać mi w zamian? W tym położeniu, nawet gdyby Gu siły i mądrości powróciły do mego boku, i tak nic by to nie zmieniło.
W porównaniu z Gu siły, to Gu wydawało się kruche, niczym maleńka kulka światła. W porównaniu z Gu mądrości, to Gu potrafiło wydzielić jedynie przyćmione, białe światło, w żaden sposób niebudzące zachwytu.
Lecz gdy Ren Zu oddał mu swoje serce, Gu to nagle rozbłysło niekończącym się blaskiem. W tym świetle Udręki wrzasnęły z przerażenia: — To Gu Nadziei, wycofać się! My, Udręki, najbardziej lękamy się nadziei!
Udręki natychmiast się wycofały. Ren Zu zaniemówił, a od tego dnia, ilekroć stawał w obliczu trudności, oddawał swoje serce nadziei.
W tej właśnie chwili Gu Nadziei zebrały się w strumień światła i wniknęły już do ciała Fang Yuana. Pod wpływem zewnętrznego nacisku szybko zgromadziły się w jego podbrzuszu, samoistnie skupiając się w jedną grupę, trzy cale poniżej pępka.
Fang Yuan poczuł nagle, że nacisk słabnie. Ruszył naprzód. Z każdym kolejnym krokiem kolejne Gu Nadziei wylatywały z morza kwiatów i wnikały w jego ciało, dołączając do kuli światła. Kula światła jaśniała coraz mocniej, lecz prowadzący ceremonię po drugiej stronie rzeki zmarszczył brwi.
„Liczba Gu Nadziei jest mniejsza, niż się spodziewano." Wielu starszych obserwujących Fang Yuana z mroku pomyślało to samo, widząc ten obraz. Naczelnik klanu również się zachmurzył. To z pewnością nie była oznaka potencjału klasy A!
Fang Yuan wytrzymywał nacisk, wciąż idąc naprzód. „Poniżej dziesięciu kroków oznacza brak talentu do kultywacji. Od dziesięciu do dwudziestu kroków to potencjał klasy D. Od dwudziestu do trzydziestu kroków — klasa C, od trzydziestu do czterdziestu — klasa B. A od czterdziestu do pięćdziesięciu kroków oznaczałoby klasę A. Jak dotąd przeszedłem dwadzieścia trzy kroki."
Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć… dwadzieścia siedem.
Fang Yuan liczył w duchu; gdy postawił dwudziesty siódmy krok, usłyszał głuchy huk, a kula światła między jego nerkami osiągnęła swój kres i nagle eksplodowała.
Ten wybuch energii zaszedł jedynie wewnątrz jego ciała; osoby z zewnątrz nie mogły go dostrzec. Tylko sam Fang Yuan poczuł w tamtej chwili reakcję wstrząsającą całym jego jestestwem. Włoski na jego ciele natychmiast stanęły dęba, pory skóry zacisnęły się szczelnie, a jego umysł napiął się do granic możliwości.
Zaraz potem umysł mu opustoszał, całe ciało zmiękło, jakby zapadł się w jakieś obłoki. Serce mu się odprężyło, włoski na ciele opadły z powrotem, a pory ponownie się otworzyły.
W krótkiej chwili całe jego ciało pokryło się potem.
Cały ten proces wydawał się długi, lecz w rzeczywistości zaszedł w bardzo krótkim czasie. To uczucie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło.
Fang Yuan przez chwilę pozostawał w otępieniu, nim odzyskał zmysły. Po cichu skupił uwagę na wnętrzu własnego ciała i odkrył, że poniżej pępka, między dwiema nerkami, znikąd uformowała się Apertura.
Ceremonia Przebudzenia zakończyła się sukcesem!
To była nadzieja na nieśmiertelność!